ARTYSTYCZNA STRONA PARYŻA, CZYLI MUZYCY&CO.

Muzycy próbujący zarabiać na swoim talencie również w komunikacji miejskiej to zjawisko, które w Paryżu jest na porządku dziennym. Wielu mieszkańców stolicy na pewno już jest przyzwyczajone do pewnych melodii na swojej drodze do pracy czy do domu. Paryżanie lubią doceniać jakość. Utalentowani lub/i charyzmatyczni muzycy czy komicy mogą liczyć na całkiem dobre napiwki. Pasażerowie nie szczędzą też osobistych gratulacji. Oczywiście byłam świadkiem i innych reakcji, na przykład gdy pewien pan z przenośnym głośnikiem i saksofonem usłyszał na wejściu od jednego z podróżujących, że „ma zachować ciszę, bo nie wszyscy chcą tego słuchać”. Takie reakcje to jednak rzadkość.

Przez (w mniejszym lub większym stopniu) utalentowanych muzyków oblegane są  przede wszystkim metra – i stacje i pociągi i popularne place, ale spotkamy ich tak naprawdę wszędzie, nawet w dużo mniej turystycznych dzielnicach. W mieście tak multikulturowym usłyszymy wszystko – hity Jay-Z w wersji francuskiej, stary dobry blues, cygańskie melodie wygrywane na akordeonie, covery współczesnych pop hitów, wschodnie piosenki weselne, francuskie klasyki, muzykę z filmów… Jeśli będziesz miał szczęście, możesz trafić na naprawdę dobrej jakości mini-koncert!  Mnóstwo muzyków, rysowników, antykwariuszy próbuje swoich sił też na mostach. Ci największe szanse na zarobek mają dzięki licznym turystom. Szczerze mówiąc, zauważyłam, że niewiele osób przechodzi obok nich obojętnie

MIŁOŚĆ DO BAGIETEK, CZYLI STEREOTYP, KTÓRY JEST PRAWDĄ

Kobiety i mężczyźni ubrani w bluzki w paski, z beretami na głowie, wiozący bagietki w koszyku swojego stylowego roweru… Czyż nie taki obraz najczęściej przychodzi nam do głowy, gdy myślimy „paryżanie”? A ile z tego jest prawdą (ja np. dostałam beret i bagietkę jako wyprawkę erasmusową)? O tyle co rzeczywiście stroje w paski nie są codziennym widokiem (a berety już zupełnie nie, nawet u starszych pań, które w Polsce wciąż cieszą się popularnością), tak paryżanin z bagietką wystającą z torby na pewno do nich należy.

Bagietka jest nieodłącznym elementem posiłków, zwłaszcza śniadania, we Francji. Posmarowana masłem i konfiturą razem ze szklanką soku i filiżanką kawy jest, jak wynika z moich obserwacji i rozmów z Francuzami, śniadaniem każdego! Według statystyk Francuzi zjadają około 30 milionów bagietek dziennie, wypiekanych przez tzw. les artisans (dosłownie „rzemieślników”). Co ciekawe, Francja jest jednak druga pod względem konsumpcji tego rodzaju pieczywa, zaraz po Algierii.

Standardowa bagietka ma około 70 cm długości, 5 cm szerokości i 3 cm wysokości. W piekarniach – „boulangerie artisan” sprzedawane są przede wszystkim dwa typy bagietek – standardowa „baguette classique” oraz tradycyjna „baguette de tradition”. Choć obie są bardzo podobne, ta druga jest nieco mniejsza, wypieka się ją z lepszej jakości mąki i zawiera mniej dodatków takich jak gluten czy kwas askorbinowy. Wedle rozporządzenia z 1993, kiedy to piekarze-rzemieślnicy protestowali przeciwko fali mrożonego pieczywa, baguette de tradition musi być wypiekana jedynie z mąki tradycyjnej, wody, drożdży i soli, nie może zawierać żadnych sztucznych dodatków. Jest przez to znacznie zdrowsza, ale i droższa. Cena zwykłej bagietki to ok. 0,95 €, tradycyjnej ok 1,25 € (w większości piekarni ceny są rzeczywiście takie same).

7ÈME ART, CZYLI KINO W ŻYCIU PARYŻAN

Festiwal w Cannes to nie tylko okazja dla celebrytów z całego świata na spacer po czerwonym dywanie. Jest to również moment na podsumowania i refleksje na temat kina. Czy Francuzi chętnie chodzą do kina? Czy interesują się aktualnościami ze świata filmu?

Ze statystyk wynika, że nawet bardzo. W 2016 roku ojczyzna kinematografii uplasowała się na pierwszym miejscu rankingu wśród krajów europejskich pod względem sprzedanych biletów. Liczba wizyt w kinie osiągnęła wówczas 213 milionów, co dało Francji drugi najlepszy wynik od 50 lat (dla porównania – w Polsce w tym samym roku sprzedano 52 miliony biletów). Nie będzie zaskoczeniem, że to filmy amerykańskie gromadzą największą publiczność, ale Francuzi cenią sobie również własne produkcje.

Wyjście do kina jest w czołówce ulubionych aktywności kulturalnych Paryżan. Z kilku podsłuchanych rozmów dowiedziałam się, że na drugim miejscu znalazłyby się wyjścia do galerii oraz muzeów. Poza tym, moi francuscy znajomi jednomyślnie wymieniają te aktywności jako czas spędzany w grupie przyjaciół. Kino jest również bardzo często rozrywką rodzinną, którą zwykle łączy się z weekendowym obiadem w restauracji lub/i piknikiem na świeżym powietrzu. Co ciekawe, to nie tylko piątki przyciągają tłumy do kin. Równie dużą popularnością cieszą się środy, gdyż tutaj premiery filmowe mają miejsce właśnie tego dnia (ponoć ze względu na odciążenie kin w weekendy).

Zainteresowanie Paryżan filmem nie powinno nikogo dziwić. W mieście jest ogromna liczba zarówno kin sieciowych jak i studyjnych. To tutaj znajduje się też Cinémathèque Française. Owa kinoteka jest fantastycznym miejscem, które każdy kinofil powinien odwiedzić przy okazji pobytu w stolicy. Znajduje się tu nie tylko kino, ale też biblioteka bogata w ciężko dostępne źródła oraz muzeum.

Paryskie kina studyjne, w odróżnieniu od kin warszawskich, są tańsze niż sieciówki. W Warszawie, ceny biletów w takich miejscach są z reguły niemal o połowę niższe. Tutaj jest odwrotnie (ok. 9€ vs. 5€), a mimo to kina studyjne i tak są oblegane, głównie ze względu na bardzo ciekawy repertuar oraz wydarzenia towarzyszące projekcjom. Dobrym przykładem jest kino Reflet Médicis (przy 3 Rue Champollion w 5. dzielnicy, swoją drogą naszpikowaną kinami studyjnymi), które przy współpracy z Instytutem Polskim organizuje na przykład wieczory nawiązujące do naszej kultury. Akurat w tym roku (właściwie od grudnia 2016 do końca czerwca 2017) realizowany jest cykl „Martin Scorsese présente: Les Chefs-d’œuvre du cinéma polonais” (Martin Scorsese prezentuje: arcydzieła kina polskiego), w ramach którego do tej pory można było zobaczyć takie filmy jak Illuminacja, Eroica, Trzeba zabić tę miłość czy Walkower. Po każdym seansie na gości czeka poczęstunek à la polonaise. Widzowie są częstowani wódką (szotami lub drinkami z sokiem pomarańczowym!), ogórkami kiszonymi, chlebem, kiełbasą i kabanosami. Istny raj dla stęsknionych  za krajem Polaków!

TO CHYBA MIŁOŚĆ, CZYLI POWRÓT DO BUKARESZTU

Majówka w tym roku okazała się być baaardzo długa (przynajmniej dla mnie, bo trwała aż 9 dni). Decyzję o powrocie do MOJEGO BUKARESZTU podjęłam w marcu. Podróż Gdańsk -> Bukareszt dała mi nieźle w kość! Do celu jechałam aż 37 godzin (z 8 godzinnym zwiedzaniem Berlina), dlatego można mówić o miłości, bo przecież dla i z miłości robi się wszystko, prawda? Zastanawiasz się czy związek przetrwał próbę czasu? Bez chwili namysłu odpowiadam: TAK. Co więcej, dodam, że teraz jest to uczucie jeszcze silniejsze.

Pamiętasz mój post o parkach i porównaniu do „Znachora” (kliknij tutaj ; )? W czasie Erasmusa nie zdążyłam wsiąść na łódkę, ale tym razem nie było już żadnej wymówki! Czy czułam się jak młoda Wilczurówna? Pewnie, że tak. Czy znalazłam hrabiego Czyńskiego? Oczywiście, że nie. I w dodatku okazało się, że marny ze mnie wioślarz. Aby dopełnić historię ze Znachorem kupiłam rumuńskie wydanie tejże książki. Oceń sam czy jest to sentymentalne posunięcie.

Najpiękniejszym budynkiem w Bukareszcie jest Rumuńskie Ateneum – filharmonia im. Georga Enescu i jak to zazwyczaj bywa, mieszkając w jakimś mieście podziwiasz różne miejsca, ale nie wchodzisz do środka – bo przecież jeszcze masz czas. Tak samo jak w przypadku łódki, tutaj również obudziłam się zbyt późno, aby kupić bilet na koncert w czasie Erasmusa, dlatego teraz wizyta w Ateneum była obowiązkową pozycją na liście „must see”. Ateneum zachwyca z każdej strony. Wnętrze piorunuje swoimi zdobieniami i dosłownie ścina z nóg! Bilet to koszt rzędu 30–45 zł, więc jeśli jesteś miłośnikiem pięknej architektury i muzyki klasycznej to w tej chwili rezerwuj bilet! : )

Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzisz, ale… Pogoda w Bukareszcie była iście letnia, przyjemne 25–27 stopni, mimo, że jeszcze dwa tygodnie temu temperatura tutaj trzymała się poniżej zera i w niektórych częściach kraju spadło do 40 cm śniegu (brrrr). Dlatego nie dziwi fakt, że bukaresztańczycy masowo oblegali parki i łapczywie korzystali z cudownej pogody.

Rumuni tak samo jak i my obchodzą 1 maja Święto Pracy. Plus tego taki, że miasto było więc wyludnione. Zdecydowana większość młodych ludzi, ten majowy weekend, spędza na najsłynniejszej plaży nad wybrzeżem Morza Czarnego, czyli Vama Veche, gdzie podobno organizowane są najlepsze imprezy! Niestety nie dane było mi tego doświadczyć, ale nie ma tego złego… Bukareszt nie zawiódł! W czasie majówki trwał Festiwal Muzyki Bałkańskiej. Cóż to była za zabawa! ; )

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Ta majówka utwierdziła mnie jednak w przekonaniu, że Bukareszt jest moim drugim domem.

I uwaga, żeby nie było tak kolorowo, znalazłam pierwszą rzecz, na którą mogę narzekać! Są to komary! Dlatego przed przekroczeniem Rumunii pamiętaj o użyciu preparatów przeciw komarom. ; )

PÂQUES, CZYLI FRANCUSKA WIELKANOC

Perspektywa samotnie spędzanej Wielkanocy w Paryżu była z jednej strony przygnębiająca, z drugiej jednak atrakcyjna. Miałam nadzieję podpatrzeć tutejsze zwyczaje. Co udało mi się zaobserwować?

Zanim moja współlokatorka wyjechała do rodzinnych stron, uprzedziła mnie, że w Paryżu atmosfery świąt nie odczuję. I miała rację. Przyzwyczajona do świąt obchodzonych w Polsce, spodziewałam się sklepów dosłownie zalanych świątecznymi ozdobami i przysmakami. W kraju, w którym króluje konsumpcyjny styl życia nie mogło tego zabraknąć. A jednak! Okazało się, że u Francuzów rządzi jeden wyrób, oczywiście – czekolada. To właśnie czekoladowe jajeczka i zajączki ozdabiały niemalże wszystkie sklepowe witryny.

Z relacji moich francuskich znajomych dowiedziałam się, że choć we Francji, kraju katolickim, pewne tradycje wielkanocne pozostały, w Paryżu nie są już tak ważne. Nie ma tu na przykład tradycji święcenia pokarmów w Wielką Sobotę, które miałam nadzieję zobaczyć zaglądając do pobliskiego kościoła.

Świętowanie rozpoczyna się tu w niedzielę, od świątecznego śniadania lub obiadu.
Wtedy też dzieci zaczynają poszukiwania czekoladowych słodkości (fr. une chasse aux oeufs). To właśnie czekolada najbardziej kojarzy się ze świętami. Na francuskich świątecznych stołach, poza czekoladowymi jajeczkami, zającami, barankami i kurkami, znajdziemy również tradycyjny udziec jagnięcy jako danie główne.

Święta Wielkanocne we Francji to przede wszystkim czas spędzony w gronie znajomych i rodziny, gdyż Wielkanoc poprzedzają najczęściej dwutygodniowe wakacje wiosenne dla uczniów i studentów. W tym okresie, w którym miasto zaczyna nabierać kolorów, mieszkańcy masowo spędzają czas na świeżym powietrzu – na spotkaniach z przyjaciółmi, randkach, grach towarzyskich, a nawet grupowym fitnessie. Mimo iż Paryż niechlubnie znany jest jako najbrudniejsza stolica, jest tu dużo zielonej przestrzeni bardzo docenianej przez Paryżan.