Najnowsze wpisy

O JEDNEJ Z WIELU MIŁOŚCI PORTUGALCZYKÓW, CZYLI PASTELARIA

O JEDNEJ Z WIELU MIŁOŚCI PORTUGALCZYKÓW, CZYLI PASTELARIA

Przechadzając się ulicami Lizbony, czy innego portugalskiego miasta gwarantuję, że jeden napis rzuci się Tobie w oczy. PASTELARIA. Na każdym rogu i w nawet najciemniejszym zaułku małej dzielnicy szyldy tego typu skutecznie zachęcają do odwiedzenia lokalu. Ale co to takiego? Pastelaria to po prostu cukiernia, […]

MOJA ULUBIONA CECHA SERBÓW, CZYLI SAMOKRYTYKA JAKIEJ W POLSCE MAŁO

MOJA ULUBIONA CECHA SERBÓW, CZYLI SAMOKRYTYKA JAKIEJ W POLSCE MAŁO

Wiesz, czego nie lubię w Polakach? Przerośniętego ego. Bardzo próbujemy być zachodni, modni, nowocześni, ale gdy ktoś nam zwróci uwagę na to, że coś nam w tym nie wychodzi, bardzo się oburzamy. Czujemy się lepsi od innych – od Niemców, Rosjan, a w szczególności o […]

CO ZWIEDZAĆ, KIEDY BRAKUJE FUNDUSZY, CZYLI PRZYRODNICZE „MUST SEE” W VIGO

CO ZWIEDZAĆ, KIEDY BRAKUJE FUNDUSZY, CZYLI PRZYRODNICZE „MUST SEE” W VIGO

Vigo nie jest ośrodkiem turystycznym, nie oferuje wielu zabytków – prawdę mówiąc, nic takiego tutaj nie ma. Duży ruch, skrzyżowania, bloki, markety. Jednak największym atutem miasta jest jego położenie – na granicy Atlantyku i zielonych lesistych gór. Większość ulic Vigo prowadzi stromo w górę lub w dół (prawa jazdy raczej bym tutaj nie zdała ; )). Do tego unikalny klimat: połączenie tropikalnego powietrza z północnoeuropejskim chłodem, które sprawia, że obok palm i kaktusów rosną tu dęby i sosny.

Wystarczy przejechać się na plaże Vao czy Samil, żeby przekonać się o uroku tego miejsca. Na myśl o hiszpańskich plażach przed Waszymi oczami stają się malownicze wybrzeża Morza Śródziemnego? Znacznie bardziej spektakularne, a przy okazji mniej uczęszczane są plaże Galicji! Nadmorska roślinność, drobny piasek, który krystalicznie czysta woda oceanu wymywa spomiędzy skał – to dopiero widok. Szeroka przestrzeń do odpoczynku, piękny bulwar z licznymi kawiarniami (bajecznie wygląda nocą!), kompleks boisk i basenów na świeżym powietrzu… Większość plaż została uhonorowana błękitną flagą, nagrodą za jakość i czystość wody oraz ekologiczne ich eksploatowanie. Można tu również z powodzeniem uprawiać sporty wodne takie jak wind- i kitesurfing, nurkowanie i żeglarstwo.

A wejścia do Zatoki Vigo od strony wielkiej wody strzegą bezludne wyspy Islas Cíes.

Jest to miejsce magiczne. Piasek na niewielkich dzikich plażach jest bielusieńki, prawie za każdym kamykiem czai się inne zwierzątko. Islas Cíes, jako ścisły rezerwat przyrody, są przebogate w rozmaite gatunki roślin i zwierząt. Teren wysp jest bardzo górzysty, jest więc i gdzie się powspinać i gdzie odpocząć. Latarnia morska, strome skaliste klify i obijające się o nie fale, od wschodniej strony panorama Vigo, a od zachodu… już tylko Ameryka. Jest tam tez kemping (polecam przenocować!) i kilka knajpek. Jeden dzień nie starczył, by nacieszyć się urokiem tych wysp. Na Islas Cíes płynie się niecałą godzinkę promem z Vigo, co kosztuje raptem kilka euro.

Warte nie tylko zobaczenia, ale także małej wspinaczki są wzgórza otaczające Vigo. Mam tutaj na myśli przede wszystkim Monte Galiñeiro, czyli podobno najwyższy szczyt całej Galicji (niby tylko 711 m npm, jednak biorąc pod uwagę bliskie sąsiedztwo morza, góra dostarcza naprawdę mocnych wrażeń) oraz mejor banco del mundo – najlepszą ławkę na świecie. Postawioną ją na samotnej skale wznoszącej się wysoko nad zatoką, z której roztacza się imponujący widok na obie jej strony, Islas Cies i ocean. Naprawdę warto potrudzić się i wejść na szczyt, by zasiąść na tej wiszącej w przestworzach galicyjskiej ławeczce.

MAGICZNE PELERYNY, CZYLI UCZELNIANE ZWYCZAJE

MAGICZNE PELERYNY, CZYLI UCZELNIANE ZWYCZAJE

Czy ja trafiłam do Hogwartu?! Tak właśnie brzmiała moja pierwsza myśl po przekroczeniu progu kampusu. Wszędzie kręciło się mnóstwo studentów poubieranych jak z powieści J.K. Rowling (chociaż nigdy nie czytałam, ani nie oglądałam Harrego Pottera – tak, jest to możliwe ; )). Od razu postanowiłam dowiedzieć […]

KAFANY WYPEŁNIONE DYMEM, CZYLI PIERWSZE WRAŻENIA Z SERBII

KAFANY WYPEŁNIONE DYMEM, CZYLI PIERWSZE WRAŻENIA Z SERBII

Do Nowego Sadu przyjechałam już miesiąc temu, ale niestety nie udało mi się odkryć zbyt wiele w tym czasie. Trzy tygodnie męczyłam się z wyjątkowo uciążliwym przeziębieniem, szukaniem mieszkania i papierkowymi sprawami na uczelni. Mimo to zdążyłam się już zaaklimatyzować i trochę poznać miasto, nowych […]

SŁOŃCE, MGŁA I PIECZONE KASZTANY, CZYLI JESIEŃ W VIGO

SŁOŃCE, MGŁA I PIECZONE KASZTANY, CZYLI JESIEŃ W VIGO

Za oknem wciąż 25 stopni, plaże i bulwary są pełne ludzi, ale mimo to w Hiszpanii powoli zaczyna panoszyć się jesień. Drzewa czerwienieją, ciepły wiatr szura po chodnikach liśćmi i żołędziami. Coraz częściej na ulicach pojawiają się kolorowe szaliki i pozapinane kurtki. I wszystko to miesza się z opalonymi ramionami, słońcem i oceaniczną bryzą.

Tak ukazuje mi się galicyjski październik. Poranne i wieczorne wilgotne mgły poprzeplatane upalnymi dniami. Mówią, że Galicja to „deszczowa kraina” –  albo to pozory, albo mamy w tym roku bardzo dużo szczęścia.  Odkąd tu jestem, tylko raz padało.

Słońce w Vigo wschodzi później niż w Polsce, co nadal mi ciężko przezwyciężyć. Bywają dni, że o godzinie 9.00-9.15 rano jest jeszcze całkiem ciemno! Wynagrodzeniem są za to długie i ciepłe wieczory, kiedy to zapełniają się malutkie kafejki i można ze szklanką piwa (tak, szklanką – bo rzadko kiedy serwuje się w lokalach piwo większe niż 200 ml) obejrzeć zachód słońca. A zachody są teraz dość krótkim zjawiskiem, cały proces aż do momentu, gdy wielka czerwona kula schowa się za wzgórzami Islas Cies, trwa może 10 minut.

Tyle w sprawie pogody. Jeśli chodzi o miasto samo w sobie, to jesienna atmosfera zdecydowanie nikogo tu nie przytłacza. Przechodnie, nadal uśmiechnięci, zagadują mnie ‘¿Que tal?’. Żadne tam złe samopoczucie, mokre szyby, niskie ciśnienie czy reklamy rutinoscorbinu. Wygląda na to, że październikowa chandra, która tak dobrze ma się w Polsce, tutaj traci zasięg.

Co mnie urzekło, to sprzedawane na ulicy pieczone kasztany. Muszę przyznać, że jeszcze ich nie próbowałam (można kupić jedynie całą ok 500 gramową paczkę, więc nie jest to rozrywka dla jednej osoby :p), ale na pewno zaryzykuję! Mówią, że smakują podobnie do pieczonych ziemniaków – słodkie, mięsiste, z orzechową nutką.  Kasztany są najzwyklejsze (tak, takie co spadają swobodnie z tutejszych drzew), choć nieznacznie różnią się od polskich: trochę mniejsze i jaśniejsze, przywodzą mi na myśl orzechy laskowe. Można je gotować, piec albo prażyć; je się je na gorąco, obierając ze skórki. Pewna Hiszpanka powiedziała mi nawet, że z kasztanów przyrządza słodką pastę, której używa później do ciast. „Surowe” kasztany są do nabycia niemal we wszystkich warzywniakach. I chociaż kasztanowce w parkach uginają się pod ciężarem kolczastych kulek, nie widziałam jeszcze, żeby ktoś zbierał je na własną rękę.

Podsumowując: tutejsza jesień to po prostu przedłużenie lata, a spadające liście tylko odbijają się w dziesiątkach okularów przeciwsłonecznych.