Najnowsze wpisy

MARIA GIEŁDON – WĘGRY

MARIA GIEŁDON – WĘGRY

Nazywam się Marysia i najbliższe niespełna pół roku spędzę razem z Tobą na Węgrzech w miejscowości Eger. Cóż to za miejsce? Tego dowiesz się później. Ale od początku. Jestem studentką II roku dyplomacji na UG, więc poznawanie nowych kultur, języków i miejsc jest dla mnie […]

UE A SERBIA, CZARNOGÓRA I BOŚNIA, CZYLI MOC KONTRASTÓW

UE A SERBIA, CZARNOGÓRA I BOŚNIA, CZYLI MOC KONTRASTÓW

Godziny otwarcia. Nowy Sad, godzina 21.37 myślę – może skoczymy do sklepu, nie mamy nic na śniadanie, spokojnie zdążymy przed zamknięciem. Sklep otwarty jest do 22.00, piechotą mamy tam 3 minuty. No dobra, idziemy. 21.40 jesteśmy na miejscu, a tam… Zamknięte. Kotor (Czarnogóra), godzina 19.00. […]

KŁODY POD NOGI I NIEDOTRZYMANE TERMINY, CZYLI JAK WYJECHAĆ Z PSEM DO SERBII

KŁODY POD NOGI I NIEDOTRZYMANE TERMINY, CZYLI JAK WYJECHAĆ Z PSEM DO SERBII

W moim życiu są dwie najważniejsze dla mnie istoty, mój narzeczony i nasz pies. Żeby podjąć decyzję o tym, że do Serbii jedziemy wszyscy razem, najpierw musiałam poszukać informacji o tym, jak wygląda prawo dotyczące podróżowania z psem. Zdaję sobie sprawę, że niewielu studentów będzie miało podobny problem, ale kto wie…  Ja miałam ogromny kłopot w znalezieniu rzetelnych porad na ten temat, więc dzielę się swoimi doświadczeniami.

Po pierwsze, zacznij interesować się tematem dwa, trzy miesiące przed planowaną datą wyjazdu. Mnie wszyscy zapewniali, że badania i formalności potrwają maksymalnie trzy tygodnie. Całość zajęła ostatecznie około dwa miesiące. Ale po kolei…

  1. Wybierz się do weterynarza i zapytaj o dokładne wymagania wobec przewozu psa w kraju, do którego wyjeżdżasz. Akurat Serbia jest tak zwanym „krajem trzecim”, ponieważ nie należy do Unii Europejskiej, a więc nie obowiązują w nim uniwersalne dla unijnej wspólnoty przepisy. Jeżeli weterynarz zdaje się być nieodpowiednio poinformowany, poszukaj odpowiedzi w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii. Z własnego doświadczenia wiem, że lepiej sprawdzić kilka źródeł, bo każdy mówi co innego. Dokładnie zbadaj więc każdą informację!

Jeżeli też wybierasz się do Serbii:

  1. Zadbaj o badanie poziomu (miareczkowanie) przeciwciał przeciwko wściekliźnie, a jeśli dodatkowo szczepisz psa (patrz punkt 5), to pamiętaj, że miareczkowanie musi być wykonane nie wcześniej niż 30 dni po szczepieniu. Zrób to jak najszybciej, bo całość może potrwać nawet 2 miesiące (w naszym przypadku otrzymaliśmy zapewnienie, że to kwestia od 10 do 14 dniu, tymczasem certyfikat dotarł po prawie miesiącu i to z błędem w nazwisku, więc musiał zostać odesłany, co wydłużyło cały proces o kolejny miesiąc…).
  2. Przygotuj się na duży koszt badania, my zapłaciliśmy 230 zł. Miareczkowanie możesz też zrobić poza granicami Polski, ale wtedy musi być wykonane 3 miesiące przed powrotem.
  3. Wyrób paszport u weterynarza. Niech weterynarz sprawdzi wszystkie Twoje wątpliwości co do stanu zdrowia Twojego pupila, lepiej zająć się tym jak najwcześniej, by zdążyć wyleczyć lub wykryć ewentualne nieprawidłowości. Pamiętaj, że w kraju poza Unią Europejską możesz mieć problem nie tylko z dogadaniem się, ale i dostępnością leków, które Twój pies przyjmuje. Upewnij się także, że chip, który ma Twój pies (lub tatuaż) jest zgodny z tym, co wpisane jest w książeczce zdrowia i w paszporcie.
  4. Jeśli kolejny termin szczepienia przeciwko wściekliźnie wypada w trakcie Twojego wyjazdu, dla własnej wygody zrób je przed wyjazdem.
  5. Gdy już dostaniesz certyfikat, udaj się z nim do weterynarza, który pobierał krew do miareczkowania, by wbił go do paszportu.
  6. Następnie zalegalizuj paszport w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii (potrzebna opłata). Przy przekraczaniu granicy powinieneś mieć albo świadectwo zdrowia psa, albo zalegalizowany paszport, ale świadectwo jest ważne tylko przez krótki okres czasu, więc lepszym rozwiązaniem jest legalizacja.
  7. Po zalegalizowaniu paszportu upewnij się, że data szczepień na choroby zakaźne nie skończy się w czasie Twojego wyjazdu – muszą być aktualne gdy będziesz przekraczał granicę z powrotem.
  8. Gdy będziesz znał dokładną datę wyjazdu, to w ciągu maksymalnie 5 dób do minimum 24 godzin wcześniej udaj się z psem do weterynarza, tam go odrobacz i poproś o wykonanie odpowiedniego badania klinicznego potwierdzającego ogólny dobry stan psiaka. Weterynarz musi potwierdzić to w paszporcie.
  9. Zalecałabym też wcześniej upewnić się, że karma, którą podajesz swojemu psu jest dostępna w Serbii. Jeśli nie, to wiesz sam, jakie problemy mogą wyniknąć z nagłego przestawienia go na coś innego. W naszym przypadku, karma, którą podajemy psu jest około 100 zł droższa w Serbii, a że przemieszczamy się samochodem, mogliśmy kupić zapas na cały wyjazd w Polsce i zaoszczędzić sobie problemów.
  10. Nie martw się! Wszystkie przeszkody są do pokonania, ważne byś dokładnie sprawdził wszystkie regulacje dotyczące przewozu psa. Polecam telefon do ambasady i sprawdzenie więcej niż jednego z dostępnych źródeł. Przekroczenie z psem granicy Unii Europejskiej nie powinno być trudne, ale kłopotliwy może okazać się powrót.

Od czasu przyjazdu do Serbii nie mieliśmy żadnych problemów z psem. Przekraczaliśmy już wiele razy granice tak zwanych krajów trzecich (Serbii, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry – żadnych większych kontroli) i dwukrotnie przekraczaliśmy granicę Unii Europejskiej wjeżdżając do Chorwacji. Tylko raz celnik sprawdzał wszystkie dokumenty i chip, za drugim razem machnął ręką. Bałkany są bardzo przyjazne psom, w wiele miejsc można wchodzić z psiakiem, nie ma też problemu ze znalezieniem noclegu. Największym problemem jest duża liczba bezdomnych psów plączących się po mieście. Na ogół nie są agresywne, ale trzeba uważać.

Jak widać jest dość sporo spraw do załatwienia przed wyjazdem, ale radość, którą daje najlepszy przyjaciel jest tego warta. Jest warta wszystkiego!

Zachęcam do samodzielnego zweryfikowania moich informacji z dokładnymi regulacjami prawnymi na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii: https://www.wetgiw.gov.pl/nadzor-weterynaryjny/podroze-ze-zwierzetami-towarzyszacymi

~Małgorzata B.

CHODŹMY NA KAWĘ O PÓŁNOCY, CZYLI HISZPAŃSKIE WIECZORY

CHODŹMY NA KAWĘ O PÓŁNOCY, CZYLI HISZPAŃSKIE WIECZORY

Z tego co zauważyłam, w Hiszpanii najważniejszą porą jest wieczór. To wieczorem przygotowuje się i zjada główny posiłek, spotyka z przyjaciółmi lub wychodzi na siłownię. W dodatku Hiszpanie rozpoczynają wieczory trochę później niż w Polsce (czyli na pewno nie przed 21.00) i są aktywni aż […]

W BLASKU TYSIĘCY ŚWIATEŁEK, CZYLI ŚWIĄTECZNA LIZBONA

W BLASKU TYSIĘCY ŚWIATEŁEK, CZYLI ŚWIĄTECZNA LIZBONA

Święta Bożego Narodzenia za rogiem, a Lizbona aż ugina się od lampek, choinek, Mikołajów i reklam z pomysłami na prezenty. I to już od połowy listopada! Brak śniegu i zimna (choć każdy kryje się w grubych, puchowych kurtkach, bo 10 stopni to przecież mróz), a […]

OKOLICA PEŁNA NIESPODZIANEK, CZYLI PRZEDMIEŚCIA LIZBONY

OKOLICA PEŁNA NIESPODZIANEK, CZYLI PRZEDMIEŚCIA LIZBONY

Dziś opowiem Ci o przedmieściach Lizbony, które są obecnie moim domem. Amadora to miejscowość pod samą stolicą, bezpośrednio połączona metrem z centrum. Wsiadasz w zatłoczonym sercu miasta i w 20 minut lądujesz w miejscu, gdzie zastanawiasz się, czy aby na pewno ciągle jesteś w Europie.

Duży żwirowy parking, porośnięta suchą trawą niezagospodarowana, zaśmiecona przestrzeń i rysujące się w oddali biedne, już nie tak kolorowe osiedla. Tak pokrótce opisałabym mój widok z okna. Brzmi nieciekawie, prawda? Ale jest wręcz przeciwnie, z czasem pokochałam tę okolicę jak swoją. Można tu odpocząć od zgiełku miasta, korków i ciasnych, zatłoczonych ulic.

Z każdym dniem mojego pobytu utwierdzam się w przekonaniu o niezwykłości tego miejsca. Jeśli kiedykolwiek tu przyjedziesz i usłyszysz dźwięk licznych dzwoneczków, nie rób zdziwionej miny, to po prostu stado owiec, które codziennie starszy pasterz  w towarzystwie swojego wiernego psa prowadzi na wypas. A kiedy popijając popołudniową kawę wyjrzysz przez okno, możesz zobaczyć czarnoskórą kobietę niosącą na głowie wypełniony kosz. Już widzę jak biegniesz po aparat!

Duża część mieszkańców dzielnicy Amadory, w której mieszkam to Angolczycy, którzy przyjechali do Portugalii w poszukiwaniu lepszego życia. Jest to powszechne zjawisko, gdyż językiem urzędowym w Angoli, jako byłej kolonii Portugalczyków jest portugalski, co znacznie ułatwia przyjezdnym rozpoczęcie studiów, czy pracy w tym kraju. Przybywając do Lizbony Afrykanie wnoszą elementy swojej kultury urozmaicając zastaną, przez co Portugalia może poszczycić się naprawdę oryginalną mieszanką społeczno-kulturową. Mieszkając z dwoma Angolkami zyskuję także nową perspektywę pozbawioną różowych okularów, poznając Portugalię także z tej mniej urokliwej strony.

Już dwa miesiące mieszkania w tym kraju wystarczą, żeby przekonać się, że Lizbona to nie tylko pastel de nata, żółte tramwaje i wąskie, urokliwe uliczki. To miejsce styku kultur, gdzie zderzają się dwie rzeczywistości: europejska i afrykańska, tworząc niepowtarzalny klimat, tak różny od tego, co można spotkać w Polsce. Aż strach pomyśleć, co jeszcze odkryję w tym kraju.

~Maria K.