TO CHYBA MIŁOŚĆ, CZYLI POWRÓT DO BUKARESZTU

Majówka w tym roku okazała się być baaardzo długa (przynajmniej dla mnie, bo trwała aż 9 dni). Decyzję o powrocie do MOJEGO BUKARESZTU podjęłam w marcu. Podróż Gdańsk -> Bukareszt dała mi nieźle w kość! Do celu jechałam aż 37 godzin (z 8 godzinnym zwiedzaniem Berlina), dlatego można mówić o miłości, bo przecież dla i z miłości robi się wszystko, prawda? Zastanawiasz się czy związek przetrwał próbę czasu? Bez chwili namysłu odpowiadam: TAK. Co więcej, dodam, że teraz jest to uczucie jeszcze silniejsze.

Pamiętasz mój post o parkach i porównaniu do „Znachora” (kliknij tutaj ; )? W czasie Erasmusa nie zdążyłam wsiąść na łódkę, ale tym razem nie było już żadnej wymówki! Czy czułam się jak młoda Wilczurówna? Pewnie, że tak. Czy znalazłam hrabiego Czyńskiego? Oczywiście, że nie. I w dodatku okazało się, że marny ze mnie wioślarz. Aby dopełnić historię ze Znachorem kupiłam rumuńskie wydanie tejże książki. Oceń sam czy jest to sentymentalne posunięcie.

Najpiękniejszym budynkiem w Bukareszcie jest Rumuńskie Ateneum – filharmonia im. Georga Enescu i jak to zazwyczaj bywa, mieszkając w jakimś mieście podziwiasz różne miejsca, ale nie wchodzisz do środka – bo przecież jeszcze masz czas. Tak samo jak w przypadku łódki, tutaj również obudziłam się zbyt późno, aby kupić bilet na koncert w czasie Erasmusa, dlatego teraz wizyta w Ateneum była obowiązkową pozycją na liście „must see”. Ateneum zachwyca z każdej strony. Wnętrze piorunuje swoimi zdobieniami i dosłownie ścina z nóg! Bilet to koszt rzędu 30–45 zł, więc jeśli jesteś miłośnikiem pięknej architektury i muzyki klasycznej to w tej chwili rezerwuj bilet! : )

Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzisz, ale… Pogoda w Bukareszcie była iście letnia, przyjemne 25–27 stopni, mimo, że jeszcze dwa tygodnie temu temperatura tutaj trzymała się poniżej zera i w niektórych częściach kraju spadło do 40 cm śniegu (brrrr). Dlatego nie dziwi fakt, że bukaresztańczycy masowo oblegali parki i łapczywie korzystali z cudownej pogody.

Rumuni tak samo jak i my obchodzą 1 maja Święto Pracy. Plus tego taki, że miasto było więc wyludnione. Zdecydowana większość młodych ludzi, ten majowy weekend, spędza na najsłynniejszej plaży nad wybrzeżem Morza Czarnego, czyli Vama Veche, gdzie podobno organizowane są najlepsze imprezy! Niestety nie dane było mi tego doświadczyć, ale nie ma tego złego… Bukareszt nie zawiódł! W czasie majówki trwał Festiwal Muzyki Bałkańskiej. Cóż to była za zabawa! ; )

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Ta majówka utwierdziła mnie jednak w przekonaniu, że Bukareszt jest moim drugim domem.

I uwaga, żeby nie było tak kolorowo, znalazłam pierwszą rzecz, na którą mogę narzekać! Są to komary! Dlatego przed przekroczeniem Rumunii pamiętaj o użyciu preparatów przeciw komarom. ; )

~Agnieszka K.