PEREŁKI PIĘKNA, CZYLI PIERWSZE SPOJRZENIE NA EGER

Mury zamku, ciche, puste uliczki i duch tureckich wojowników sprzed wieków – tak opisać mogę mój pierwszy spacer po miejscowości, w której spędzę następne kilka miesięcy.

Jednak aby dostrzec niepowtarzalną magię i urok tego miejsca musiałam najpierw zmierzyć się z szarą rzeczywistością dzielnic mieszkalnych – obdrapane blokowiska, sklepiki pamiętające czasy Zimnej Wojny i autobusy, które w Polsce można oglądać już tylko w muzeach. Teraz wiem, że jest to cena, którą warto zapłacić za niesamowity klimat jaki panuje w enklawie starego miasta. W jej obrębie znajduje się zarówno akademik jak i budynki uniwersyteckie.

Eger z pewnością można opisać jako miasteczko detali – stylizowane latarnie na kolorowych kamieniczkach, zabawne szyldy ponad drzwiami i witryny prezentujące szeroką gamę produktów, od figurek gnomów, poprzez plakaty z dyktatorami z różnych zakątków świata aż po wszechobecne tutaj koty pod każdą postacią.

Kolejną cechą charakterystyczną, która szybko daje o sobie znać jest samo usytuowanie tego urokliwego miejsca. Chyba najlepiej opisuje to fakt, iż aby dostać się do przejścia podziemnego trzeba najpierw wdrapać się po sporej liczbie schodów. Już po tygodniu to przeczące zasadom logiki zjawisko zyskało u nowych studentów miano Mount Everestu.

Ciekawy jest również fakt, że mimo usilnych prób nie udało mi się jeszcze znaleźć żadnego miejsca, w którym mogłabym spróbować tradycyjnych węgierskich potraw. Ani śladu po słynnych langoszach, jednak wynagradza to reklamowany na każdym rogu Tokaj oraz ukochana przez wszystkich Palinka.

Rzeczą o której chciałabym wiedzieć przed przyjazdem, a która bardzo utrudniła mi pierwszy dzień za granicą jest znikoma znajomość języka angielskiego nawet wśród studentów oraz (o dziwo) brak chęci pomocy. Zanim znalazłam mój akademik, byłam przekierowywana do kilku losowych budynków uniwersyteckich. Co za tym idzie bardzo szybko nauczyłam się wyłapywać węgierskie słówka takie jak „Nem tudom” co znaczy „nie wiem”, czy „Elnézést, nem értem” co znaczy „przepraszam, nie rozumiem”.

Niemniej jednak Eger zdążył już mnie zachwycić, a spacery murami zamku zawładnęły moim sercem. Sądzę że miejsce to nie było by takie samo bez ludzi z każdego zakątka świat,a którzy mnie otaczają i dodają wyjątkowego orientalnego czy egzotycznego smaku do każdej spędzonej tu chwili. Ale o zetknięciu wszystkich cywilizacji w mieście liczącym tylko nieco ponad 55 tysięcy mieszkańców następnym razem…

~Maria G.